...czyli Ani różne różności i dziwactwa...

***
SZANUJMY SWOJE PRACE

Wszystkie prace, zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej zaznaczam to). Nie zezwalam na ich kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek sposób bez mojej zgody.

***
wtorek, 27 kwietnia 2010

Ależ dziś paskudna pogoda. Cały dzień marzyłam tylko o tym, aby wrócić do domku, przygotować sobie gorące kakao i wsunąć się pod kocyk...

A kiedy już wróciłam do domu, czekała na mnie paczuszka, a w niej karteczki z wymianki ATC:) Obejrzałam je z ogromną radością i przyjemnością,bo wszystkie są piękne - takie małe dzieła sztuki. Oto i one:

Temat : Wiosna ach to ty!

Karteczki wykonane kolejno przez KasięS, Anek-73 i G-a

Temat: Być kobietą

Karteczki autorstwa Safrin, anetakam i Poppy

Temat : Ob Ovo

zrealizowany przez Gosię, edytę350 i G-a

Wszystkie bardzo mi się podobają i cieszę się, że mogłam wziąć udział w tej wymiance:)

A teraz rozkładam swój majdan scrapowo - robótkowy celem ukończenia projektu niespodziankowego:)

PS. Odebrałam dziś kolejny sprawdzony przez promotorkę rozdział mojej pracy nieszczęsnej magisterskiej z dostawionym jednym (!) przecinkiem i komentarzem - bardzo dobry tekst. No nie powiem - urosłam;P

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Żeby tutaj nie zaśmiecać, a jednocześnie móc się gdzieś uzewnętrznić z moimi kuchennymi wypocinami, zapraszam wszystkich zainteresowanych w nowe miejsce, gdzie będzie można śledzić:

Moje poczynania kulinarne

środa, 21 kwietnia 2010

Upiekłam wczoraj muffinki. Znów. Moje najulubieńsze - jak narazie, bo jeszcze wiele przepisów przede mną do wypróbowania. Ale te mi odpowiadają najbardziej:) Było 13, zostały 2...

Chciałam je pokazać razem z przepisem, ale tak sobie pomyślałam... że chyba to nie jest dla nich odpowiednie miejsce. Blog miał być robótkowy, handmadowy, a nie kulinarny. A ja Was tutaj zadręczam moimi kuchennymi poczynaniami.

Może będzie dla przepisów inne miejsce. Jeszcze to rozważam, bo znów czy będę miała co prezentować?

Robótkowo do pokazania nie mam jeszcze nic. Wszystko się robi - obrazek RR ma już linę dookoła, kotek kwietniowy w połowie gotowy - wyszywany a jakżeby inaczej - w pociągu;) I jeszcze jeden nowy projekt niespodziewajkowy, którego nie mogę pokazać.

Oswajam się z myślą, że magistrem zostanę we wrześniu... Praca się tworzy, ale do końca maja nie zdążę choćbym na głowie stanęła. Ale pociesza mnie, że to co do tej pory zrobiłam, nie wymaga niemal żadnych poprawek, oprócz interpunkcji.

Pewien ważny krok poczyniłam,zobaczymy jakie będą tego skutki, na razie nie będę nic mówić, żeby nie zapeszyć.

Kończę praktyki. I smutno mi - wyjątkowo smutno. Tak jak na początku bałam się okropnie - że nie nadaję się do tego, że nie dam rady, że nie będę umiała, że zrobię tym dzieciakom krzywdę - tak teraz nie chcę stamtąd odchodzić. Praca inna, trudniejsza, wymaga więcej cierpliwości, bo sukcesów nie widać od razu, a jak już widać, to są one malutkie. Ale są - i jak się je dostrzeże, to szczęście przeogromne i satysfakcja o niebo większa. Cudowna rodzinna atmosfera. Wspaniałe kochane dzieciaki. Ciepli, życzliwi nauczyciele. Żal mi będzie bardzo...

No to na tyle by było. Zmęczona dziś jestem potwornie, te zmiany pogody nie wpływają na mnie najlepiej:/ Gdzie to wczorajsze słońce??

****

Zapraszam na Urodzinowe Candy u AgnieszkiMD

http://agnieszkamd.blogspot.com/2010/04/urodzinowe-candy-czas-zaczac.html

Losowanie 20 maja!

sobota, 17 kwietnia 2010

Właściwie nie wiem czy to ciastem można nazwać;P

Bardzo prosty śmietanowiec na zimno, nie za słodki, nie mdły, bardzo przyjemny dla podniebienia. Polecam!

Składniki :

  • 0,5 litra śmietany 30% lub 36%
  • 3 lub 4 galaretki w różnych kolorach
  • 3/4 szkl. cukru pudru
  • herbatniki
  • 2 łyżki żelatyny, rozpuszczonej w szklance gorącej wody (ostudzić)
  • kilka kropli aromatu śmietankowego

 Przygotowanie:

2 dowolne galaretki rozpuścić wcześniej, każdą w 1 i 1/4 szkl. gorącej wody. Zastygnięte pokroić w kostkę. Herbatniki podzielić na mniejsze kawałki.

Śmietanę lekko ubić z cukrem pudrem i aromatem. Do śmietany dodać pokrojone galaretki i herbatniki, po ok. 3 min. wlać ostudzoną żelatynę i dobrze wymieszać. Całość przelać do tortownicy i wstawić do lodówki. Po zastygnięciu na wierzch można wyłożyć owoce (u mnie bez owoców) i polać tężejącą galaretką (lub dwiema).

* Zamiast żelatyny można użyć galaretki rozpuszczonej w 1 i 1/4 szkl. gorącej wody, np. czerwona galaretka zabarwi ciasto na czerwono:)

 

Smacznego!

 

czwartek, 15 kwietnia 2010

W miniony weekend moja Siostra obchodziła urodziny. Tak się wyjątkowo pechowo złożyło, że nasze "20-tki" wypadały w przykrych i bolesnych okolicznościach - moja 5 lat temu w dzień śmierci Papieża, mojej siostry dzień po katastrofie w Smoleńsku...

Nie było ani nastroju ani możliwości do świętowania. Dziś dopiero mogliśmy do niej pojechać i oficjalnie złożyć życzenia i wręczyć skromne upominki.

Na tę wyjątkową okazję zakończenia okresu -nastu lat przygotowałam kartkę urodzinową. Początkowy brak pomysłu okazał się zrealizowaniem w niecałą godzinkę - jakoś tak sama się wymyśliła i zrobiła ;) Skromna, ale wydaje mi się bardzo przyjemna dla oka :

Zrobiłam jeszcze ciacho, ale o tym może w następnym wpisie, co by Czytelników nie zanudzić moimi kulinarnymi wypocinami;P

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Usilnie starałam się nie myśleć o tym, co mnie dziś czekało... Odsuwałam od siebie tę myśl jak tylko mogłam, nawet nieźle mi to wychodziło. Lecz i tak nieuchronnie musiało to nadejść.

Usunięcie zęba.

Brrr... Mąż ze mną pojechał, przede wszystkim po to, żebym nie uciekła, bo o ile leczenie to już fraszka, to wyrywanie - nigdy nie miałam tego zabiegu i umierałam ze strachu. Wprawdzie nic nie czułam oprócz grzebania (ave znieczulenie!!), ale to czego najbardziej się bałam, to krew. Nie jestem na ten widok zbyt odporna. Tak więc siedziałam z zaciśniętymi mocno powiekami. Całość nie trwała długo - może z 10 minut.

Mąż okazał się przydatny, zwłaszcza przy doprowadzeniu mnie do samochodu i szybkiej acz ostrożnej jeździe do domu, bo miałam wrażenie, że za chwilę zwymiotuję:/

A po powrocie do domu i próbie zmiany opatrunku... No cóż, wrażenia pozostawię dla siebie.

Jakoś przeżyłam, ale ze zgrozą myślę o następnym razie i to już za tydzień:/

Na tym zakończę te mało przyjemne przeżycia dnia dzisiejszego. Nie było rady - trzeba było jakoś poprawić sobie nastrój;)

A powszechnie wiadomo, że nic nie poprawia tak nastroju jak..............?CZEKOLADA!! :D:D

( No może znalazłaby się jeszcze jedna równie przyjemna sprawa;P)

Kiedyś na którymś blogu przeczytałam, że jak już dokona się zakupu formy na muffinki to uzależnienie gwarantowane. A ja podpisuję się pod tymi słowami rękami i nogami. Odkąd nabyłam formę, stałam się absolutną wielbicielką tychże wypieków. Uwielbiam je za możliwość eksperymentowania, szybkość wykonania i poręczność ( idealne do zabrania na uczelnię:). No i są takie urocze:)

Wypróbowałam już sporo przepisów, jedne były zniewalające, inne troszkę mniej aczkolwiek też smaczne. Te jedyne najlepsze chyba już znalazłam, ale o nich innym razem.

Dziś postawiłam na czekoladę. Bo czekolada i muffinki to to, czego mi teraz potrzeba.

Przepis znalazłam u Viridianki (której blog serdecznie polecam).

Pozwolę sobie zamieścić go tutaj :

Czekoladowe muffinki Nigelli

Składniki na 12 muffinek:

  • 1 i ¾ szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody
  • 2 łyżki stołowe dobrej jakości kakao
  • ¾ szklanki cukru pudru (dałam 2/3 szklanki)
  • ¾ szklanki czekoladowych groszków + ¼ szklanki do posypania (zastąpiłam posiekaną czekoladą - dałam mleczną i gorzką)
  • 1 szklanka mleka
  • ⅓ szklanki + 2 łyżeczki oleju
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii ( zastąpiłam aromatem waniliowym - swoją drogą muszę ten ekstrakt nabyć)

W jednym naczyniu wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, sodę, kakao i część czekolady, w drugim mleko, roztrzepane jajko, olej i wanilię. Składniki suche i mokre połączyć ze sobą, szybko wymieszać, aby tylko się połączyły. Formę do muffinów wyłożyć papilotkami (lub wysmarować tłuszczem i posypać mąką), napełnić je ciastem, posypać pozostałą czekoladą. Piec ok. 20 minut w temp. 200 st.

Są przepyszne!

Mięciutkie, mocno czekoladowe, pachnące, z dużą dawką energii:) Polecam!

 
1 , 2