...czyli Ani różne różności i dziwactwa...

***
SZANUJMY SWOJE PRACE

Wszystkie prace, zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej zaznaczam to). Nie zezwalam na ich kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek sposób bez mojej zgody.

***
Blog > Komentarze do wpisu

Powolne zmiany - ku lepszemu

Na wstępie chciałam podziękować za słowa wsparcia. Bardzo mi pomogły, skłoniły do przemyśleń, dały nadzieję...

Nie jest łatwo. Ale lepiej niż było.

Wczoraj długo rozmawialiśmy. Trudna rozmowa. Próbowałam Mężowi powiedzieć, co mnie boli i dlaczego, o moich wątpliwościach, uczuciach. O tym jak bardzo czuję się w tym małżeństwie samotna. Tłumaczyłam, mówiłam o tym jak się oddaliliśmy, o tym że mamy różne priorytety, co innego jest dla nas ważne, że się pogubiliśmy, zagubiliśmy tę radość bycia ze sobą. I napomknęłam o mieszkaniu z teściami - w sensie, że to utrudnia nam bardzo wiele rzeczy. A on podciągnął pod to wszystko, co mu powiedziałam i wywnioskował, że to JA wszystko komplikuję właśnie dlatego, że mieszkamy tutaj a nie oddzielnie. Długo musiałam mu tłumaczyć, że to nie tak...

Owszem, mieszkanie z teściami jest trudne i bywa bardzo uciążliwe. Tylko teraz nie mamy możliwości, żeby zamieszkać tylko we dwoje i musimy przystosować się do tej sytuacji. Zwłaszcza ja, bo to dla mnie obcy dom. Przeszkadza mi, że ciągle ktoś mnie obserwuje, patrzy co robię, jak robię. Może i jestem takim trochę odludkiem, lubię czasem pobyć sama - tutaj nie mogę tego robić bez komentarza, że się odcinam, separuje od innych (znaczy się : teściów). Trudno mi tutaj, nie zaprzeczę...

Tylko że nie o to mi chodziło. Żeby sie nad sobą użalać. Tłumaczyłam. I już prawie zwątpiłam. Były łzy, długa cisza. I nagle powiedział, że rozumie. Że nie chodzi mi o to, że w ogóle tu mieszkamy, tylko o to, jak jest między nami. Że spędzamy ze sobą za mało czasu. Nawet gdy go mamy, to spędzamy go oddzielnie, trwonimy na głupoty. Że jesteśmy obok siebie a nie ze sobą.

I to był przełom. Przytulił mnie mocno i szepnął : "Ja przecież tak bardzo Cię kocham".

Po długiej rozmowie zasnęłam w jego ramionach, bo od rana cały dzień koszmarnie bolała mnie głowa. Jego ramiona - moja przystań... Najbezpieczniejsze miejsce na świecie...

Nie poddamy się. Jesteśmy silni naszą miłością. Niejedno już przetrwaliśmy. Na nowo odbudujemy nasze Szczęście...

Ps. Do Carpediem : jesteśmy małżeństwem dopiero 10 miesięcy, ale parą jesteśmy już prawie 8 lat. I odpowiedziałam sobie na pytanie jakie mi podsunęłaś. Odpowiedź jest jak najbardziej pozytywna. Mimo wszystko, nadal kocham Go najbardziej na świecie...

piątek, 19 czerwca 2009, rosse5

Polecane wpisy

  • Zaproszenie

    Chwilowo ani nie karteczkowo, ani krzyżykowo. Pozwolę sobie na małą reklamę. Jeżeli macie wolną najbliższą niedzielę, chcecie potańczyć i naładować się pozytywn

  • Życzenia

    Wszystkim czytelnikom pragnę złożyć życzenia spokojnych Świąt Wielkanocnych, radości z przebywania z bliskimi, samych pyszności na wielkanocnym stole oraz mokr

  • Chwalimy się:)

    Najpierw pochwali się Bartuś - jakie to śliczne upominki otrzymał:) Przygotowała je Kasia - która trochę musiała pospiskować, zeby zdobyć nasz adresik;) Bartek

Komentarze
april79
2009/06/19 23:34:23
witam.podczytuję twoje myśli i cieszę sie bardzo że zaczynacie znowu byc razem,tak prawdziwie.bo rozmowa miedzy ludzmi to najwazniejsza sprawa na świecie a juz w małżeństwie czy byciu we dwoje to szczególnie wazne.jak zacznie się za dużo rzeczy przemilczać to w pewnym momencie może być za póżno.oj wiele miałam takich rozmów z mężem i zapuchniętych oczu.ale jesteśmy razem, kochamy się , zbliża się kolejna rocznica.i u Was też wszystko się ułoży.a co mieszkania z teściami to sie nie wypowiem bo ja się przed tym broniłam i udało się .pozdrawiam serdecznie
-
Gość: carpediem30, 94.75.112.*
2009/06/20 17:07:58
Kochana, to dokładnie moja historia:) Po kilkuletnim beztroskim związku zaraz po studiach pobraliśmy się i zamieszkaliśmy u teściów.. I niby wszystko było ok, ale coraz częściej wynikały problemy i nieporozumienia, nie mogłam się tam odnaleźć tym bardziej, że zauważyłam że zachowanie mojego męża w stosunku do mnie jest uzależnione od obecności rodziców, tak jakby chciał przed nimi grać rolę twardego faceta, żeby broń boże nie uchodzić za pantoflarza (tacy głupi są ci faceci), tym bardziej że teściowie często pozwalali sobie na takie niby to żartobliwe komentarze.
Myślałam, że jakoś się ułoży, znajdziemy pracę, kupimy działkę lub domek, ale sytuacja nie poprawiała się, a wręcz pogarszała o wzajemne flustracje, kłopoty finansowe itd..
Trwało to prawie rok, aż w końcu spakowałam walizki.. Byłam na skraju załamania nerwowego, uznałam że nie ma o co walczyć, że nic się już nie zmieni na lepsze, że zawsze już będziemy zależni od jego rodziców, a ja już tak nie wytrzymam.... Mój mąż co prawda dostał staż w gminie ("zarabial" ok. 400 zł :), ale ja nie mogłam znaleźć pracy (mieszkaliśmy na wsi). W ciągu jednego dnia spakowałam walizki i wyprowadziłam się do moich rodziców. Jeszcze w przedpokoju słyszałam jak teściowa fukała do mojego męża, żeby mnie zostawił, że mi zaraz przejdzie, że robię szopki, że jestem taka a taka......
Jednak mój mąż jeszcze tego samego dnia przyjechał za mną (ponad 400 km). Rozmawialiśmy całą noc...Postanowiliśmy przeprowadzić się do Warszawy, z dala od jednych i drugich rodziców. Mój mąż pojechał pierwszy szukać pracy. Przez pierwszy miesiąc mieszkał u cioci. Ja dojechałam potem. Nie było nas stać na wynajęcie mieszkania, więc przez pierwsze miesiące mieszkaliśmy kątem u znajomych - on u kolegi, ja u koleżanki ze studiów. Potem wynajeliśmy malutki pokoik przy rodzinie bo nasze pensje tylko na tyle pozwalały. Aż w końcu po 5 latach przeprowadziliśmy się do własnego mieszkanka pod Warszawą, potem urodziły nam się dzieci, itd., itd...
Oczywiście są plusy i minusy, przez 30 lat będziemy spłacać jeszcze kredyt za to nasze gniazdko, ale jednego jestem pewna - to była najlepsza decyzja jaką w życiu podjęłam.. :)
Oczywiście po drodze było jeszcze wiele większych i mniejszych kryzysów, ale wiedzieliśmy już że nasza miłość ma tak mocny fundament, że przetrwa absolutnie wszystko... Ach, przepraszam, że się tak rozpisałam, ale te wspomnienia...
-
Gość: www.mloda-zona.blog.pl, *.ssp.dialog.net.pl
2009/06/22 13:29:48
rozmowa lekiem na całe zło... Aniu będzie dobrze!
-
blogagnieszki
2009/06/24 16:40:35
Aniu rozumiem Cię doskonale ... ja wprawdzie nie mieszkam z teściami ale mieszkamy na jednym osiedlu, a wiecznie się wcinają. Był czas, że dla teściowej nie było problemem przyjść o 8 rano czy 22 wieczorem !!! wytrzymywałam, to przez rok aż w końcu powiedziałam, że ma nie przychodzić. Teście dzwonią praktycznie codziennie, wiecznie coś chcą, a w domu mają jeszcze 3 dzieci z czego 2 synów pełnoletnich i pracujących. Najgorsze jest, to, że mąż nie widzi w tym nic złego (choć ostatnio zaczyna myśleć troszkę inaczej), był czas, że co chwilę tam biegał taki mamisynek. I większość naszych kłótni jest właśnie przez nich, bo teściowa by Cię zagłaskała na śmierć, a teściu jest po prostu podłym, złym człowiekiem !!! I ja już przez trzy lata rozmawiam, proszę i powolutku, bardzo powolutku idzie, to chyba wszystko do przodu. Przełomowy będzie sierpień, bo jedziemy razem z teściami do jego rodziny na wesele, a potem na wakacje już chodzę cała w nerwach, bo od tego wyjazdu bardzo wiele zależy ... Mam jednak nadzieję, że wszystko nam się ułoży :)